Trwa kolejny Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa. Poczynając od 7 lutego, przez kolejne 7 dni na wielu zacnych blogach pojawiać się będą wpisy oscylujące wokół tegorocznego hasła Tygodnia Małżeństwa: „Małżeństwo jest drogą” – dzisiejszy dzień blogerzy i vlogerzy poświęcają narzeczeństwu.

900x900a

W tym czasie, każde z narzeczonych czeka sporo niecodziennej pracy. I nie chodzi tylko o tytaniczną, w dzisiejszych, żądających doskonałości czasach,  organizację bajkowego ślubu i niezapomnianego wesela, ale o ustalenie i potwierdzenie, czy ten ślub to aby na pewno dobry pomysł. Jak źle by to nie brzmiało, łatwiej się wycofać przed ślubem niż po…

Trzeba się poznać. Tak na serio, najlepiej przyjąć od razu założenie, że jak już małżeństwo to na całe życie, więc ustalić trzeba, czy z tym obywatelem chce się zestarzeć. Czy się z nim wytrzyma za dwadzieścia lat, za czterdzieści, za pięćdziesiąt pięć. Co będzie jeśli któreś z nas zachoruje, poważnie i na długo. Ile chcemy mieć dzieci i co jeśli nie będziemy mogli ich mieć (problem coraz powszechniejszy). Trzeba poznać swoich rodziców i rodzeństwo, męczące ciotki i urokliwych kuzynów, odnaleźć się nawzajem w swoich rodzinach. To oznacza bardzo dużo rozmawiania, dyskutowania, poznawania się nawzajem. Zastanawiania się nie tylko nad tym, czy ON jest tym odpowiednim, ale także nad tym czy JA jestem tą odpowiednią osobą.

O czym tak rozmawiać przed ślubem? Choćby o tym:

  • czy ten związek nas rozwija, czy stajemy się dzięki sobie nawzajem lepsi?
  • czy sobie ufamy?
  • czy znamy swoje słabości i wspieramy się w pracy nad nimi, z wyrozumiałością ale bez pobłażania?
  • czy umiem szukać dobra dla drugiej osoby?
  • czy umiemy ze sobą rozmawiać, także o trudnych rzeczach?
  • czy podzielamy swoje podstawowe wartości? Czy nasze pomysły na małżeństwo i rodzinę są zbieżne? Jak rozumiemy role małżonków i rodziców?
  • czy znamy swój stan zdrowia, czy są w nim kwestie, które mogą rzutować na naszą przyszłość i przyszłą rodzinę?

Część z tych tematów nie ma za wiele wspólnego z romantycznymi wieczorami przy świecach, ale jeśli teraz, na ostatniej prostej, nie umiemy o nich rozmawiać, to po ślubie wcale nie będzie łatwiej.

Dobrze jest znaleźć porządne nauki przedmałżeńskie (wierzącym jest o tyle łatwiej, że katolickich nauk jest pełno w każdej diecezji – choćby Wieczory dla zakochanych, niewierzącym może być nieco trudniej ale warto się zastanowić nad jakimś wspólnym projektem poznawania siebie i przygotowywania do małżeństwa).

Wreszcie – warto dać sobie prawo do tego, żeby uznać, że to nie to. Oby nie było to potrzebne, ale uczciwość w ocenie siebie i drugiej osoby jest bardzo cenna.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...