Trwa kolejny Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa. Poczynając od 7 lutego, przez kolejne 7 dni na wielu zacnych blogach pojawiać się będą wpisy oscylujące wokół tegorocznego hasła Tygodnia Małżeństwa: „Małżeństwo jest drogą” – dzisiejszy dzień blogerzy i vlogerzy poświęcają małżeńskiej codzienności.

900x900a

Codziennie budzi mnie ten sam dźwięk – głos męża, który wstał pół godziny wcześniej, żeby przygotować nam śniadanie (i kawę!), jak najciszej, żeby nas nie obudzić. Dopiero potem wraca do nas, budzi dzieci i mnie. Na jego głos budzi się Najmłodszy, macha do taty rączkami i chichocze. No jasne, wycieczka z tatą do rodzeństwa i wyciąganie ich za nogę spod kołder to najlepszy punkt poranka 😉 Schodzimy prosto na śniadanie. Pachnie kawa, paruje dzbanek herbaty, zaspana młodzież podstawia kubki po kakao. W koszyku leży świeży chleb (wciąż szukamy tego najlepszego smaku, dojrzewamy do samodzielnego wypieku), w słoiczkach domowe dżemy i miód z malutkiej pasieki na końcu cywilizacji.

A mogłoby być całkiem inaczej. Co rano mógłby mnie budzić pełen pretensji okrzyk: „A może się jednak ruszycie na śniadanie?!”, kawa mogłaby być wysączona do ostatniej kropli (chcesz, babo, kawę, to sobie zrób) a herbatę zdążyłabym zaparzyć akurat kiedy trzeba już biec do szkoły. Albo moglibyśmy, jak wiele innych rodzin, jeść śniadanie osobno, każdy wtedy kiedy wstanie i (o ile) ma ochotę.

Czytałam kiedyś o teorii, być może spiskowej, że pierwszym, co trzeba zniszczyć żeby zdemontować rodzinę, jest wspólny stół. Stąd maleńkie kuchnie, w których nie mieści się stół, stąd moda na kawowe ministoliczki w pokojach dziennych. Nie wiem, ile w tym prawdy, temat zasługuje na zbadanie, ale wiem na pewno, że przy wspólnym stole buduje się coś znacznie większego niż zapas kaloryczny na następne godziny dnia.

Rodzinne posiłki to okazja do ćwiczenia charakteru („Mamo, ale on mi zabrał ostatni kawałek rogalika..”), służenia innym („A może podać ci jeszcze sałatkę?”, „Och, woda ci się skończyła, chcesz jeszcze?”), rozmawiania, poznawania się lepiej…

Jeśli miałabym zaproponować jeden postulat z tegorocznego Tygodnia Małżeństwa, do wdrożenia od zaraz, byłoby to: Co najmniej jeden posiłek dziennie jemy wspólnie, całą rodziną. Codziennie.

Efekty Was zaskoczą:-)

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...