Trwa kolejny Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa. Poczynając od 7 lutego, przez kolejne 7 dni na wielu zacnych blogach pojawiać się będą wpisy oscylujące wokół tegorocznego hasła Tygodnia Małżeństwa: „Małżeństwo jest drogą” – dzisiejszy, finałowy, dzień blogerzy i vlogerzy poświęcają małżeńskiemu randkowaniu.

900x900a

Tytuł dzisiejszego posta w zasadzie napisał się sam. A dokładnie, przepisał z koszulki od mocem.pl, którą córka rano wyciągnęła z mojej szafy i bardzo stanowczo kazała założyć. W końcu kiedy, jak nie w walentynki, głosić taki manifest?

Jeśli małżeństwo jest drogą, to daleko byśmy nie zaszli robiąc krok raz w roku, prawda? A istotnym (i przyjemnym!) elementem tego wspólnego maszerowania są małżeńskie randki. Nie może być z troską o małżeństwo tak, jak głosi stare powiedzenie, że „nie trzeba gonić tramwaju, do którego się już wsiadło”.

Na początku jest całkiem łatwo. Można wychodzić kiedy się chce i gdzie się chce, do pokonania jest wyłącznie przeszkoda lenia / pracoholizmu (w zależności od jednostki). Potem, w większości związków pojawi się przeszkoda nieodparta. Dzieci.

Najpierw jest jedno. I nie można sobie wyobrazić, jak można je zostawić i iść na randkę. Więc się nie chodzi albo chodzi z nim. Potem robi się nieco większe, w dzień jest z opiekunką lub w żłobku, i nie można sobie wyobrazić jak też zostawić je na kolejnych kilka godzin, a zabranie go ze sobą robi się logistycznie trudniejsze (bo się nudzi, ucieka w restauracji a na koncert czy do kina to już w ogóle się nie da. Potem być może pojawia się kolejne i zabawa zaczyna się od „ale ono jest takie malutkie”, dodatkowo zaczyna się problem ze znalezieniem chętnej opieki (a im większa liczba dzieci tym trudniej). I nagle budzimy się w świecie, w którym ostatnio na randce byliśmy dwie kadencje Sejmu temu…

Trafiłam kiedyś na notę biograficzną jednego z pierwszych małżeństw, których proces beatyfikacyjny jest prowadzony wspólnie, Tomasa i Paquity Alvira. Co mnie najbardziej uderzyło, to że zapracowani, ambitni ludzie, z ósemką dzieci, chodzili na randki.. co tydzień. W każdy czwartek wychodzili na 6 godzin, na całe popołudnie.  Ich dzieci wspominają, że rodzice zawsze, codziennie, okazywali sobie miłość i czułość.

Najlepszym co ojciec może zrobić dla swoich dzieci to kochać ich matkę.

O. Theodore Hesburg

Myślę sobie, że to regularne randkowanie, nawyk spędzania ze sobą czasu, bardzo w tym codziennym okazywaniu czułości pomagało. Jak źle by to nie zabrzmiało, dzieci (choć bardzo ważne) są z nami tylko przez pewien czas, po upływie 20-25 lat musimy potrafić wypuścić je w świat. To mąż jest na zawsze, do śmierci ten sam. Trzeba dbać o relację z nim właśnie wtedy, kiedy niebezpieczeństwo „odstawienia na boczny tor” jest największe.

Aby skutecznie randkować mając małe (lub większe) dzieci:

  • zaplanujcie, wpiszcie w kalendarz, nie pozwólcie randce przesuwać się w nieskończoność;
  • jeśli dziecko jest bardzo małe a Ty bardzo spięta na myśl o wyjściu z domu, zacznijcie od czegoś małego. 45 minut spaceru za ręce to idealna randka, a młody obywatel prawdopodobnie nawet nie zauważy, że wyszliście;
  • dobra randkowa niania to skarb. Rozpieszczaj, doceniaj, lekko przepłacaj 😉
  • uwierz, że dziecko bardziej potrzebuje otoczenia miłością zakochanych rodziców, niż tego żebyś przez pierwszy rok życia na krok od niego nie odeszła 😉
  • tak, dzieci wywąchują stres rodziców i się go boją. Ono nie płacze dlatego, że wychodzisz, tylko dlatego że wyczuwa Twój niepokój (ten sam mechanizm sprawia, że dziecko „porzucone” w przedszkolu, przestaje płakać minutę po wyjściu rodzica. Serio.

A co można by robić na małżeńskiej randce? Na pewno nie rozmawiać o tym, czy dzieci płaczą 😉 Ale jeśli potrzebujecie przestrzeni na spokojne przegadanie planów remontowych, droga wolna 😉 Nie ma obowiązku spędzania 2 godzin na patrzeniu na siebie, jak w pierwszym roku znajomości – to już nie ta relacja. Ta jest inna, głębsza, lepsza.

I teraz można mieć walentynki codziennie…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...