Im bardziej jesteśmy w jesiennym październiku (a pogoda za oknem już raczej nie pozwala nikomu wierzyć, że to w zasadzie ciągle takie późne lato), tym bardziej idealny wieczór w moim domu oznacza wieczór z kocem, dzbankiem herbaty i dobrą książką.

ksenia-makagonova-229007

Jako dodatkowy element podkręcający wieczór, zdarza się nienarzucająca się płyta w tle.

Co czytać jesienią?

To pewnie dość oczywiste, że na długie jesienne wieczory idealnie sprawdzają się długie, wciągające sagi. Od Tolkiena po Martina, od Sienkiewicza po Cherezińską, jest z czego wybierać. Im dłuższa (dobra!) książka, tym mniejsze ryzyko, że skończy się w połowie wieczoru, co będzie oznaczać przerwanie relaksu w fotelu i poszukiwanie nowej lektury.

(Na taką ewentualność warto się zabezpieczyć stosikiem lektur czekających w kolejce.)

Non-fiction również zda egzamin  – aby osiągnąć efekt relaksu warto czytać książki inne niż branżowo – zawodowe (do branżowo-zawodowych zaliczam też poradniki i podręczniki do małżeństwa i rodzicielstwa – niewątpliwie warto je czytać ale niekoniecznie w ramach zaplanowanego relaksu).

I najważniejsza myśl – warto czytać książki dobre. Na niedobre (koślawe, fatalnie przetłumaczone, infantylne czy zaśmiecające głowę) zwyczajnie szkoda czasu.

U mnie na podręcznej szafce czekają:

 – „Królowa” Cherezińskiej

 – „Silmarillion” (po raz kolejny)

 – „Księga życia” Św. Teresy z Avila (od dawna się do niej przymierzam)

 – „Kradzież ołtarza Wita Stwosza”

 – i napoczęte latem „Człowiek z Villa Tevere”.

A co Wy będziecie czytać jesienią?

 W końcu:

Czytelnik żyje tysiącem żyć zanim umrze. Ten zaś, kto nie czyta – tylko jednym.

George R.R. Martin

Zdjęcie:
Ksenia Makagonova

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...